
Katarzyna Bujakiewicz mogła dziś być piosenkarką, a nie jedną z najpopularniejszych polskich aktorek. W pewnym momencie musiała jednak wybrać między dwiema drogami.
Aktorka zaczynała w latach dziewięćdziesiątych, głównie na teatralnych deskach. Przełom przyszedł dopiero z telewizją. Dzięki serialowi „Na dobre i na złe” poznała ją cała Polska, a potem przyszły kolejne głośne tytuły, m.in. „Listy do M.”, „Magda M.” i „Nigdy w życiu!”.
Muzyczne plany pojawiły się przez film, w którym zagrała gwiazdę disco polo. Na castingu było mnóstwo blondynek, a Bujakiewicz musiała pokazać, że potrafi i śpiewać, i tańczyć. Test zdała, a rolę nazywa dziś „rolą życia”. Po premierze wiele osób brało ją podobno za prawdziwą gwiazdę disco polo, o czym opowiadała w rozmowie z Amą Sieklucką dla RMF FM.
Wkrótce pojawiła się propozycja nagrania płyty. Niemal w tym samym czasie zadzwonił telefon z zaproszeniem na casting do „Na dobre i na złe”. Aktorka pojechała, wygrała i zdecydowała: „wolę być aktorką niż piosenkarką”. Dziś wie, że nie dało się łączyć jednego z drugim.
Czasem zastanawia się, jak potoczyłyby się jej losy po innym wyborze. Nie żałuje jednak, bo, jak mówi, wszystko dzieje się po coś, a na tej drodze poznała męża. Śpiewanie było jej marzeniem, ale zaznacza: „być może nie było mi to pisane”.
Dyzia pyta: usłyszelibyśmy Bujakiewicz na płycie, gdyby wybrała inaczej?
Źródło: Pomponik










