
Elke Sommer, laureatka Złotego Globu i gwiazda drugiej części „Różowej Pantery”, zmarła w wieku 85 lat. Tydzień później skończyłaby 86 lat.
Informację przekazał niemieckiemu „Bildowi” jej pasierb Sebastian Walther. Aktorka odeszła spokojnie w środę wieczorem w swoim domu w Bel Air w Los Angeles. Według „Bilda” przyczyną była niewydolność serca. Od jakiegoś czasu nie pojawiała się publicznie, a w ostatnich miesiącach była przykuta do łóżka. Zaledwie trzy miesiące wcześniej, w lipcu, po chorobie nowotworowej zmarł jej mąż Wolf Walther, z którym była 32 lata. „Teraz wreszcie może znów być z ukochanym mężem” – powiedział pasierb.
Berlinianka z urodzenia nie planowała początkowo kariery przed kamerą. Chciała zostać tłumaczką, a jako nastolatka mówiła już sześcioma językami. Wszystko zmieniło się w 1958 roku, gdy podczas wakacji we Włoszech wygrała konkurs piękności Miss Viareggio. Zauważył ją reżyser Vittorio De Sica, a potem zagrała w włoskich komediach. Na początku lat 60. grała we włoskich i niemieckich filmach, aż trafiła do Hollywood, do thrillera „The Prize” u boku Paula Newmana i Edwarda G. Robinsona. W 1964 roku dostała Złoty Glob dla najbardziej obiecującej debiutantki.
Największą popularność przyniósł jej jednak „Strzał w ciemności” z 1964 roku. Zagrała pokojówkę Marię Gambrelli, oskarżoną o zabójstwo, która wdaje się w romans z inspektorem Clouseau, granym przez Petera Sellersa. Gdy w 1993 roku powstawał „Syn Różowej Pantery”, odmówiła powrotu do roli, bo Sellers już nie żył. Grała też w „The Oscar” oraz w „The Wrecking Crew” z Deanem Martinem, a trzykrotnie pojawiła się w „Playboyu”. Ostatnią rolę zagrała w 2017 roku, co daje około 58 lat na ekranie.
W życiu prywatnym była dwukrotnie mężatką. W latach 1964–1981 jej mężem był hollywoodzki dziennikarz Joe Hyams. Z Wolfem Walterem poznała się w 1989 roku w Nowym Jorku, gdy grała w spektaklu „Tamara” i szukała mieszkania na czas występów. Wolf kierował wtedy hotelem Essex House. Dla niego, jak wspominała, była to miłość od pierwszego wejrzenia, a ona potrzebowała nieco więcej czasu. Przyjaciel aktorki, fotograf Erwin Schneider, dodał, że nie wyobrażała sobie życia bez swojego „Papa Bear”.
Dyzia żegna jedną z ikon kina lat 60.
Źródło: Page Six










