
Joanna Jabłczyńska opowiedziała, jak wspierali ją ludzie w czasie burzy wokół roli Tosi w kontynuacji „Nigdy w życiu!”. Część z nich zatrzymywała ją wprost na drodze.
Aktorka w „Galaktyce gwiazd” Marcina Wolniaka wróciła do najgorętszych tygodni. Przypomnijmy: Jabłczyńska zagrała Tosię w filmie z 2004 roku, a w kontynuacji rolę dostała Agnieszka Żulewska. Aktorka mówiła publicznie, że dostała scenariusz, spotkała się z reżyserem i rozmawiała o terminach zdjęć. Produkcja przedstawiała to jako casting, a Jabłczyńska zapewniała, że nie wiedziała, iż bierze w nim udział.
Gdy sprawa nabrała tempa, ona sama była jak w oku cyklonu i, jak wspomina, nie wiedziała już nawet, jak się nazywa. Obowiązki trzeba było jednak wypełniać. Wtedy obcy ludzie wysiadali z aut i mówili jej, że trzymają za nią kciuki. „Pani Asiu, dużo siły, my jesteśmy za panią” – cytuje aktorka. Do dziś spotyka na ulicy osoby, które chcą ją uściskać, i przyznaje, że nigdy wcześniej nie była tak wyprzytulana przez nieznajomych.
Burza przyniosła też konkretne efekty zawodowe. Jabłczyńska usłyszała kilka, a może nawet kilkanaście propozycji zagrania w różnych produkcjach. Sama studzi jednak emocje. Uważa, że to „chwilowy zryw”, kurz opadnie, a ona zostanie tam, gdzie jest. Dodaje, że wcale nie będzie jej z tym źle.
W podcaście odniosła się także do słów Doroty Szelągowskiej, która nazwała ją „złym człowiekiem”. Jak wynika z zapowiedzi rozmowy, aktorkę te słowa zaskoczyły i zasmuciły, a spotkanie z Szelągowską byłoby dla niej niezręczne.
Dyzia pyta: czy po tej historii zobaczymy Jabłczyńską w nowej, głośnej roli?
Źródło: Pomponik, Plotek










