
Elizabeth Jane Adams zamiast na studia syna wydała oszczędności na wymarzony fortepian. W Polsce zapamiętaliśmy ją też jako żywiołową kibickę Adama Małysza.
Mama Bryana Adamsa to malarka i poetka, więc artystyczną żyłkę syn ma po kim. Kiedy nastoletni Bryan marzył o własnym fortepianie, sięgnęła po kilka tysięcy dolarów odkładanych na jego edukację i kupiła instrument. Wtedy nic jeszcze nie zapowiadało, że chłopak zostanie jednym z najbardziej znanych kanadyjskich muzyków.
Ryzyko opłaciło się z nawiązką. Właśnie na tym fortepianie powstał „Straight from the Heart”, pierwszy wielki przebój Adamsa. W 2015 roku, podczas pobytu w Polsce, opowiadał o tym w „Dzień dobry TVN” i nie miał wątpliwości: ta inwestycja była najlepszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Wspominał też, że z mamą zdarza im się powracać do czasów, gdy nie mieli prawie nic.
Muzyk dodał, że to mama jest w rodzinie bardziej rockandrollowa niż on. O swojej rodzicielce powiedział z uśmiechem, że jest „po prostu skandalistką”.
Elizabeth Jane Adams ma też wątek polski. Na igrzyskach olimpijskich w Vancouver w 2010 roku z biało-czerwonym szalikiem na szyi kibicowała Adamowi Małyszowi. Głośno okazywała zachwyt nad jego skokami, a jej entuzjazm nie umknął uwadze.
Po konkursie skoczek podarował jej polską flagę z autografem. Pani Adams postanowiła odwdzięczyć się po swojemu i obiecała, że jeden ze swoich obrazów przekaże na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Dyzia pyta: czy to nie najpiękniejszy przykład, że wiara mamy bywa warta więcej niż każdy dyplom?
Źródło: Viva










